|
|
skrót życiowy....
22 listopad 2008
|
jako żem doktor i mam kontakt z wszelakiej maści pacjentami, to dziś właśnie o nich będzie, a co :P a żeby Was, jak to mawia moja Ciocia kochana "świnie pobodły" (czemu i czym miałyby to zrobić ? nie mam zielonego pojęcia, zresztą czemu miałoby być zielone? - taki mały fun słowny, musiałem wykorzystać przelatującą wenę:) a może to ona mnie wykorzystała i porzuciła?) mniejsza o to... teraz nawrzucam kilka cierpkich słów - czepiacie się i czepiacie... żeby to jeszcze czegoś, co ode mnie zależy... cholibka nie mam, raz jeszcze podkreślę, że NIE mam wpływu na kolejki - jeśli jakieś pretensje to do najbliższego Oddziału prawie-Szanownego (a wiadomo, że prawie itd...) NFZ-u... tam się wyżywajcie a nie na mnie, bo sie pogniewam i obrażę...a najbardziej "lubię" te chwile, gdy psują się nasze maszynki terapeutyczne i chorych krew zalewa, że musza poczekać... i w tych wolnych chwilach ich też dopada JM Wena i się zaczyna... a ja wtedy im grzecznie mówię, że to przeze mnie, bo miałem taki kaprys co by np. (tutaj znowu kwestia kreatywności chwilowej zależnej od faktu spotkania z madame Weną) żelazną sztachetą powalić w głowicę, albo wiśniową galaretką zapchać wentylację... czasem się sytuacja rozładowuje, ale czasem zestresowany człek nie załapie żartu i patrzy się dziwnie na mnie, a oczy jego zgłupiałe mówią - azaliż o czem ta sierota w białym wdzianku próbuje opowiedzieć?:) ważne, że efekt końcowy ten sam - zapanowuje błoga cisza... a ja rozmywam sie jak duch, a za mną tylko wzrok niespokojno-niedowierzający podąża:) ale co by i moim kochanym Pacjentom honor zwrócić - to ostatnio znalazła się czarna owca w tłumie, co stanęła w mojej obronie i prawie ze wzruszenia spociły mi się oczy:) czasem Was lubię a czasem mniej... pewnie z wzajemnością:)
co do mojej latorośli - dziecina pierwszy raz w swym żywocie miała okazję poczuć morską bryzę na pysiu i szumu fal wysłuchać (co prawda w pierwszym momencie bidul sie wystraszyl i nie chciał z wydmy zejść ku morzu, ale potem odezwała się dusza rasowego explorera i przezwyciężył lęki... efekty możecie zobaczyć poniżej:)
 |
|
Komentarzy:
18
|
|
jestem jestem...
10 listopad 2008
|
ja jestem nieustannie - czasami tylko gdzieś pomiędzy złączami synaps, ale zawsze :) ostatnio rozwijałem swoją pseudonaukową karierę - tym razem w Grodzie Koziołków. konferencja konferencją, a najlepsze i tak były rogale marcińskie - rewelacja i już się nie mogę doczekać kiedy i pod tym względem kulinarnym nastąpi efekt globalizacji... tak aby można je było dostać także i w Krakowie ( a może już gdzieś są do kupienia, tylko ja jeszcze ich nie wywęszyłem)... nic to... jakby co to sie pojedzie do Poznania - w sumie pewnie takie dobre, bo jadłem je pierwszy raz w życiu... mając na codzień taki rarytas, nieuchronnie przestałby nim być po miesiącu... pozdrawiam Was ludziki i bądźcie dobre dla dobrych doktorów:)
|
|
Komentarzy:
14
|
|
HELOOOOOOOOOOOOOŁ :) czyli kam bek....
15 październik 2008
|
jakoś tak mnie tchnęło... co by cos naskrobać. prawie zapomniałem o tym miejscu i tu wszystko już straszliwymi pokładami kurzu i pajęczyn zarosło, ale powoli systematyczną pracą może jakies światło w tym bajzlu znajdziemy :) staropolskiem zapytam czy pomożecie? u mnie jak się domyślacie wiele się zdążyło nadziać przez ten (kurcze to już grubo ponad rok)... teraz nie będę się na te liczne tematy rozpisywał, myślę, że spokojnie to wszystko w praniu wyjdzie... ciekawe czy są tu jeszcze starzy znajomi (oczywiście nie duchem)... Zaklęcie Ty to na pewno tu buszujesz, bo widzę jakieś ślady wydeptane, światłem gwiezdnym ukraszone:)... więc jeszcze raz witam serdecznie...

|
|
Komentarzy:
6
|
|
po prostu całkiem INNY KOSMOS ....
07 czerwiec 2007
|

|
|
Komentarzy:
61
|
|
Morfeusz mnie opuścił....
23 maj 2007
|
Synuś ma się dobrze, gorzej z rodzicami... chroniczne niewyspanie powoli daje się we znaki... percepcja zamiera... chociaż wszyscy nas pocieszają, że takie grzeczne dziecko nam się urodziło... może i grzeczne, i ładne i w ogóle naj... ale ja chcę wyraaaa... ale daję radę, Żonki mi szkoda - bo Synuś w całej swej łaskawości (z czego każą się nam cieszyć przyjezdni) budzi nas tylko do jedzenia, reszta go nie rusza... tak więc ona bidna nusi wstawać co by go nakarmić, a ja jako ta paskudniejsza część ludzkości i naszego związku, co najwyżej pieluchę zmienię i polulam bestię... chociaż z tym lulaniem to chyba przystopuję, bo się już dzieciak mi rozwydrzył.. tak drzemy pyska, w momencie wzięcia na ręce Synuś w przeciągu trzydziestu sekund zapada snem sprawiedliwych a tatuś nie może sobie usiąść, tylko chodzić i bujać... chyba ukróce te przyjemności... chociaż jak tak przeraźliwie wyć zaczyna, to serce się kraje... i Tatuś się łamie :)

|
|
Komentarzy:
31
|